the one
13 LISTOPAD, 2008
Karol: Masz coś nowego dla zespołu naszego małego?
Patryk: Widzisz, wystarczy, że mam przed oczami jakiś twój tekst, a dłonie
same wybijają akordy i odnajdują piękne dźwięki.
Karol: Mam tak samo. Jak słysze twoją muzykę, to bramy niebios się
otwierają i palec Boży pisze gęsim piórem słowa piękne i mądre.
Dwudziesty czwarty październik mego życia odchodzi już, a powietrze ciepłe jak na wiosnę. Oczy zmrużone od jasnych promieni południowego słońca, które odbija się od mokrej ulicy. Na swetrze znalazłem włos, długi, poskręcany. Prostuję go w dłoniach, gładzę. Wracam myślami do chwil, gdy pierwszy raz zatapiałem twarz w ich istnym morzu. Do dziś łaskoczą w nos, kiedy leżę za plecami, do dziś widzę unoszące się niczym fale. Włos błyszczy w blasku słońca, silny jest. Powiewa prze chwilę na wietrze, który w końcu porywa go.
Patryk: I jak tam utwór?
Karol: Ty to nazywasz utworem? Po prostu utworem? Ja myślałem, że to niebiosa się otwarły i sam anioł Gabriel spłynął na ziemię grając to na złotej harfie.